

Nicolai Siedzial sam na lawce. Chlodny wiatr chulal po ulicy Nocturnu poruszajac lekko liscie na drzewach, ktore rosly przy ulicy. Postawil kolniez i wsluchiwal sie w otaczajaca go cisze. za dwie godziny zajdzie slonce. Zadrzal lekko na te mysl. To z cala pewnoscia nie wrozy nic dobrego. Przewaznie nie wrozylo. Zyl tu za dlugo, doswiadczyl wiele. Moze nawet za wiele. Ale nigdzie indziej nie ma miejsca dla takiego jak on. Najbardziej lubil Sehested wlasnie wtedy, gdy bylo opustoszale jak teraz. Wszyscy ci, ktorzy sa poza spoleczenstwem i demony, ktore znalazly sie na Ziemi, wilkolaki, zwierzolaki, eksperymenty genetyczne takie jak onNicolai


...Przewaznie... Przewaznie sprawy tocza sie tak, jakbysmy tego sobie nie zyczyli. Przewaznie na to nie mamy wplywu lub ten wplyw jest tak znikomy, ze na jedno wychodzi... Nie wiedzial jak. Nie wiedzial czemu. Po prostu stalo sie. Byl w parku, teraz byl w jakiejs niezbyt przyjemnej sali. Ruszyl reka. Cos szczeknelo. Lancuch. Rozejrzal sie dookola, cos nieprzyjemnie zabolalo go w okolicach szyji i zeber. Pieknie, pomyslal sobie. Jak, dlaczego, nie znalazl odpowiedzi. Mimo dosc nieprzyjemnego uczucia promieniujacego od strony mostka, wzial glebszy oddech i szarpnal za lancuchy. Nic to nie dalo. Szarpnal i drugi i trzeci...Przewaznie...


29.03.2007, Londyn cd.again... - Witaj Eshter. Nawet sie nie odwrocil. Bylo mu wszystko jedno. - Wiesz, ze niektorym niezbyt sie podoba twoja obecnosc tutaj? - zapytal z nutka rozbawienia w glosie ktos za jego plecami. Eshter milczal przez chwile. - Nie jestem tu dla rozrywki - odpowiedzial nie zmieniajac pozycji i nadal patrzac sie w zwir pod butami. - O, w to niewatpie. Nikt by sie z wlasnej woli nie narazal na niefortunne konsekwencje. W twojej sytuacji. Eshter milczal. Nie interesowalo go, kto za nim stoi, skad jest29.03.2007, Londyn cd.again...
--
ble ble ble ble...
--
This amazing avatar done [link]
--
~~Visit Her gallery kurde
--
~~Visit Her gallery kurde
--
~~Visit Her gallery kurde
Previous Page123Next Page